NOWY ROZDZIAŁ pojawi się w sobotę 13.04.2013

sobota, 19 stycznia 2013

Rozdział 7


Sięgnęłam po ręcznik i przyłożyłam go do rany. Pozbierałam wszystkie rzeczy i razem z żyletką schowałam do kosmetyczki odkładając ją na miejsce. Odkręciłam zimną wodę i przemyłam nią twarz. Popatrzyłam na siebie w lustrze.
- Coś ty zrobiła Sav.- powiedziałam do siebie spoglądając na dwie rany na ręce, które już nie krwawiły. Wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju. Na dworze było już ciemno. Ostatnio cały czas tracę poczucie czasu. Przebrałam się w piżamę i położyłam spać.  Następnego dnia obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Spojrzałam na zegar. Była trzynasta. Wzięłam do ręki telefon. Dzwonił Troy. Zdziwiłam się. Czego on by ode mnie chciał? Zignorowałam to i odłożyłam telefon z powrotem na szafkę. Po chwili dzwonek ucichł. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej legginsy i moją ulubioną luźną bluzę. Poszłam do łazienki i ubrałam na siebie przygotowane rzeczy. Podciągnęłam rękawy i związałam włosy w niedbały koczek. Spojrzałam na ranę na lewej ręce i od razu spuściłam rękawy na dół. Umyłam zęby i wyszłam z łazienki. Zeszłam na dół i powoli weszłam do kuchni modląc się w duchu aby nie spotkać tam matki. Na szczęście nie było jej. Otwarłam lodówkę przyglądając się jedzeniu. Po chwili zastanowienia wyjęłam mleko i nalałam trochę do miski. Wsypałam płatki i usiadłam przy stole zabierając się do jedzenia. Usłyszałam otwierające się drzwi frontowe. Spojrzałam w tamtą stronę i po chwili zobaczyłam moją matkę. Rzuciła mi krótkie spojrzenie pt. ,,Mam Cię Dosyć'' i poszła do salonu. Jeszcze nigdy nie powiedziałam matce prosto w twarz, że jej nienawidzę. Szczerze, mam teraz wyrzuty sumienia. Pomimo wszystko ona jest moją matką. Ale sądząc po tym jak ona na mnie patrzy, to ma to gdzieś, czy ja ją kocham czy nienawidzę. Czy ja nie mogę mieć normalnego życia? Kochającej się rodziny? Matki, która chociaż mnie lubi? Widocznie nie. Zjadłam płatki do końca i włożyłam naczynie do zmywarki. Wróciłam do swojego pokoju. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Były 3 nieodebrane połączenia od Troy'a. Gdy wychodziła z pokoju było tylko jedno. Czego on do cholery jasnej chce? Otworzyłam szafkę biurka i wyjęłam książki. Kiedyś muszę odrobić zadania domowe. Zaczęłam od historii. Nigdy nie sprawiała mi problemów, więc po pół godzinie skończyłam odrabiać zadanie. Zamknęłam książki i schowałam je z powrotem do szafki. Mój telefon zaczął dzwonić po raz kolejny. Szybko wzięłam do ręki telefon mając nadzieję, że to dzwoni tata i że odwołali mu ten wyjazd do L.A. Spojrzałam na wyświetlacz Troy. Przeklęłam go w myślach i w końcu nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-W końcu.- usłyszałam aksamitny głos chłopaka w telefonie. Przewróciłam teatralnie oczami. Powinien się cieszyć, że w ogóle odebrałam.
-Nękasz mnie telefonami od rana. Co chcesz?- Zapytałam głosem pozbawionym emocji. Przez jakiś czas nikt się nie odzywał.- Jak w końcu odbieram to Ty się nie odzywasz.- powiedziałam zirytowana. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Już chciałam się rozłączyć, ale nagle się odezwał.
- Wiem co się stało.- powiedział krótko. Wystarczyło abym zdjęła palec z czerwonej słuchawki. Oniemiałam. Od kogo? Kto mu powiedział cholera jasna? Przecież nikomu nie mówiłam oprócz Zoey. Chwila.. Nie, ona nie mogła mu powiedzieć. Obiecała mi. Kolejna osoba, która mnie okłamała? Do oczu znowu napłynęły mi łzy.
- Od kogo?- Zapytałam zachrypniętym głosem po jakimś czasie.
- Spotkajmy się.- Powiedział cicho ignorując moje pytanie. Nie. Nie chcę się z nim spotykać. Zresztą po co miałabym się z nim spotykać? Czego on ode mnie chce? Nawet gdybym się z nim spotkała to co miałabym mu powiedzieć?- Proszę.- Usłyszałam w telefonie. Odchrząknęłam.
-Gdzie?- Zapytałam. Idiotko! Trzeba było go spławić! Po co to zrobiłaś? Opieprzyłam się w myślach. Usłyszałam jak Troy wypuścił z ulgą powietrze i oczami wyobraźni widziałam jak się uśmiecha.
-Przyjdę po Ciebie za 20 minut.- powiedział.
-Ok.- rozłączyłam się.- Debilko!- Powiedziałam do siebie. Dlaczego to zrobiłam? Lubiłam Troya, ale nie miałam zamiaru się mu zwierzać. Nie ufam mu. Nie ufam już nikomu. Po za tym, muszę się dowiedzieć od kogo się o tym dowiedział. Jak cała szkoła już o tym wie, to się zabiję. Wyszłam z pokoju i poszłam do łazienki. Uczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Zeszłam na dół i założyłam tenisówki. Usłyszałam dźwięk dzwonka. Otworzyłam drzwi, za którymi stał Troy. Był ode mnie wyższy, więc podniosłam głowę do góry i spojrzałam na niego. Patrzył na mnie z żalem w swoich niebieskich oczach. Odwróciłam szybko od niego wzrok.
-Idziemy?- zapytał oglądając się za siebie.
-Uhm.- Przytaknęłam i wyszłam zamykając za sobą drzwi. Na początku szliśmy w ciszy. Ja nie odzywałam się do niego, ani on do mnie. Nie przeszkadzało mi to. Nie była to jedna z tych niezręcznych irytujących ciszy. Z jednej strony cieszyłam się, że zgodziłam się z nim wyjść. Gdybym odmówiła zapewne siedziałabym teraz w pokoju zadręczając się myślami co będzie dalej. Doszliśmy do parku i usiedliśmy na jednej z ławek. Na szczęście w parku nie było dużo ludzi. Kawałek dalej biegała jakaś dziewczynka z psem, oprócz niej i nas nikogo więcej nie było. Mogliśmy swobodnie porozmawiać. Jeśli w ogóle Troy miał zamiar się do mnie odezwać. Ciszę przerwało jego westchnienie. Troy wzdychał na kilka różnych sposobów. Gdy nie wiedział od czego zacząć tak jak teraz. Gdy chciał abym to ja zaczęła coś mówić, gdy nie wiedział co powiedzieć i był zakłopotany, gdy próbował wymyślić na szybko jakieś kłamstwo oraz kilka innych.
- Wiele przeszłaś.- zaczął w końcu.- Najpierw szpital, potem to... Nawet nie wyobrażam sobie co teraz czujesz- dokończył na jednym tchu i spojrzał na mnie wyczekując reakcji. Zajebiście, już prawie zapomniałam o tym, że ktoś próbował mnie zabić, dzięki za przypomnienie Troy.
-Uhm.- powiedziałam tylko i wbiłam wzrok w ziemię. Właśnie uświadomiłam sobie jak bardzo moje życie jest do dupy.
-Savannah.- powiedział z rezygnacją w głosie. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
-Co?- zapytałam tylko. O co znowu mu chodziło?
-No powiedz coś.- rozkazał mi. W jego głosie można było jednak wyczuć więcej troski i żalu niż czegokolwiek innego.
-Co mam Ci powiedzieć? ,,Tak Troy, ktoś próbował mnie zabić, mój chłopak zdradził mnie z moją najlepszą przyjaciółką, ale to nic. I tak ich kocham, wszystko będzie dobrze, pogodzimy się i będziemy żyli w pieprzonym trójkącie''?- Każde moje słowo było przepełnione sarkazmem i ironią. Do oczu znowu napłynęły mi łzy. Wbiłam wzrok w podłogę a po moim policzku spłynęła pierwsza łza. Poczułam, że Troy mnie obejmuje swoim ramieniem. Bez słowo wtuliłam się w jego bluzę i zaczęłam płakać. Pękłam. A obiecałam sobie, że będę silna.
-Ciiii- szepnął w moje włosy a potem je pocałował.- będzie dobrze.- pierwszy raz słyszę jak ktoś mi to powiedział. Tak bardzo chciałam to usłyszeć, a teraz w końcu kiedy słyszę te dwa słowa, zdaję sobie sprawę, że one nic nie znaczą, a tym bardziej nic nie zmieniają. Pomimo wszystko poczułam, że komuś na mnie zależy. Ktoś się o mnie martwi. Kolejna łza spłynęła po moim policzku. Troy chwycił moją twarz w dłonie i spojrzał mi w oczy.
-Nie płacz.- szepnął wycierając kciukiem łzy z mojego policzka.- Cokolwiek by się nie wydarzyło, zawsze będę przy Tobie.- Tyle razy go odrzuciłam, a on pomimo to nie poddał się. Uśmiechnęłam się słabo do niego i pociągnęłam nosem.- Od razu lepiej.- powiedział posyłając mi jeden ze swoich słodkich uśmiechów. Nagle zrobiło mi się tak ciepło na sercu. Posłałam mu kolejny uśmiech, ale zaraz po tym otrząsnęłam się.
- Kto Ci o tym powiedział?- zapytałam patrząc na niego wzrokiem przepełnionym bólem. Troy westchnął.
- Matt.- powiedział. Co? Matt? Jeśli chce kryć Zo to mógł wymyślić coś lepszego bo w to nigdy nie uwierzę!- zżerają go wyrzuty sumienia. Poprosił mnie, żebym namówił Cię do spotkania się z nim. Chce żebyś mu wybaczyła. Ale ja nie mam zamiaru tego robić. Spotkasz się z nim jak będziesz chciała.- Jego słowa dopiero po chwili do mnie dotarły. Miał wyrzuty sumienia? Myślałam, że taki sukinsyn jak on nie ma sumienia. Nie spotkam się z nim. Za żadne skarby świata, nikt mnie do tego nie zmusi.
- A Stella.. mówiła coś?- Pomimo wszystko byłam ciekawa co miała do powiedzenia na ten temat.
-Mhm
-Co?-  chłopak nerwowo przeczesał dłonią włosy. Patrzyłam na niego wyczekująco.
-Eh.. Nie była tak tym przejęta jak Matt..- zaczął wiercąc się niezręcznie.
-Co masz na myśli?- dopytywałam się. Nie lubiłam jak ktoś owija w bawełnę. Niech mi powie prosto z mostu o co chodzi.
-Opieprzyła go. Powiedziała, że jest mięczakiem i że oboje jesteście siebie warci. No i dodała jeszcze.. że dobrze Ci tak...- ostatnie słowa wypowiedział ciszej. Co ja jej do jasnej cholery zrobiłam? Zawsze traktowałam ją jak własną siostrę. Nigdy się nie kłóciłyśmy. Za co ona mnie tak nienawidzi? - Ale nie przejmuj się nią.- Dodał gładząc dłonią moje ramie. Zrzuciłam jego rękę i wstałam z ławki patrząc na niego.
-Muszę iść.- Odwróciłam się na pięcie szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu.
-Sav.- usłyszałam głos Troy'a za plecami. Przyśpieszyłam kroku. Poczułam jak łapie mnie za nadgarstki i obraca w swoją stronę. Gdy chwycił moją rękę rękaw bluzy osunął się odkrywając kawałek rany. Troy ją zauważył i spojrzał na mnie przestraszonym wzrokiem. Wyszarpnęłam mu rękę i spuściłam szybko rękaw. Nie zdążyłam się odwrócić bo chłopak znowu chwycił mnie za rękę podciągając rękaw. Do oczu napłynęły mi łzy. Co ja mu teraz powiem?
-Sav.. Co Ci się stało?- zapytał drżącym głosem. Próbowałam wyrwać mu rękę ale nie mogłam.
-Przewróciłam się.- wysyczałam przez zęby.
-Przestań. Co Ty zrobiłaś?- To było pytanie retoryczne. W jego głosie był smutek, żal ale także złość. Był na mnie zły. Sama byłam na siebie za to zła.
-Co Cię to obchodzi?- Krzyknęłam.
-Obchodzi bo mi na Tobie zależy! Zrozum to w końcu!- odkrzyknął. Przyciągnął mnie bliżej siebie i spojrzał w oczy. Szybko odwróciłam wzrok.
-Daj mi spokój.- szepnęłam a pierwsza łza spłynęła po moim policzku.
-Dobrze wiesz, że nie dam Ci spokoju. Nie teraz, kiedy potrzebujesz mnie najbardziej.
-Nikogo nie potrzebuje i nikomu nie jestem potrzebna.- powiedziałam ledwo słyszalnym głosem.
-Ja Cię potrzebuję.- Poniósł mój podbródek tak żebym spojrzała mu w oczy. Odległość pomiędzy naszymi ustami zaczęła się zmniejszać. Poczułam jak milion motylków atakuje mój brzuch. Przymknęłam delikatnie oczy.
-No pięknie stary. Wysyłam Cię, żebyś pogodził mnie z moją laską a Ty ją całujesz?- Na dźwięk słów Matta gwałtownie się od siebie odsunęliśmy. Korzystając z chwili szybko zsunęłam rękaw bluzy.
-Z nikim się nie całuję.- Powiedziałam i odwróciłam się na pięcie z zamiarem odejścia.
-Zaczekaj kochanie.- Matt podszedł do mnie bliżej. Teraz kochanie?- Tęsknię za Tobą. Żałuję tego co się wydarzyło. Wybacz mi proszę.- Poczułam jego ciepłą dłoń na swojej. Przypomniałam sobie te czasy jak byliśmy razem przed tymi wszystkimi problemami. Wyrwałam dłoń z jego uścisku.
-Nie mów tak do mnie.- wysyczałam przez zęby akcentując każde słowo.
-Daj spokój Sav. Wróć do mnie.- powiedział przekonującym głosem. Mnie jednak ani trochę to nie przekonało.
-A co Stella już Cię nie chce?- zapytałam sarkastycznie.
-To był błąd, przepraszam.- Patrzył na mnie i oczekiwał, że ot tak mu wybaczę. Cóż. Niedoczekanie jego. Nie miałam zamiaru mu wybaczać. Bez słowa odwróciłam się i poszłam szybkim krokiem w stronę domu. Na szczęście nie szedł już za mną. Weszłam do domu. Zdjęłam buty i poszłam do swojego pokoju kładąc się na łóżku. Leżałam i wpatrywałam się w sufit nie myśląc o niczym. Dokładnie. Leżałam i byłam jakby nieobecna. Moja dusza wędrowała gdzieś teraz pomiędzy nieznanymi. Nagle wstałam i wyszłam z pokoju. Poszłam do łazienki i zakluczyłam za sobą drzwi. Wszystko robiłam automatycznie i bez żadnej kontroli. Otworzyłam szafkę i sięgnęłam po kosmetyczkę. Wyciągnęłam z niej żyletkę i usiadłam na podłodze. Sama nie wiedziałam co robię. Podciągnęłam rękaw bluzy i już chciałam przejechać ostrzem po ręce, ale powstrzymał mnie dzwoniący telefon w kieszeni bluzy. Wybiło mnie to z rytmu. Spojrzałam na swoje ręce i uświadomiłam sobie co właśnie chciałam zrobić. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Drżącą dłonią odłożyłam żyletkę i sięgnęłam po telefon. Odebrałam nie sprawdzając kto to.
-Mogę przyjść?- Usłyszałam w telefonie głos Troy'a. Nie odpowiedziałam.-Proszę.- Wiedziałam, że jak przyjdzie będzie chciał porozmawiać o tym co odkrył w parku. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Miałam w głowie jeden wielki mętlik. Jak mu pozwolę przyjść pomoże mi. Jakoś się z tym uporamy. Wiem, że sama nie dam rady. Ale jak powiem, żeby dał mi spokój nadal będę mogła to robić. Pamiętam jak wczoraj razem z krwią odszedł na chwilę cały ten ból. Nadal się nie odzywałam. Odłożyłam telefon na podłogę nie rozłączając się.
-Sav.- słyszałam stłumiony głos chłopaka.- Nie ruszaj się i nie rób nic głupiego. Zaraz u Ciebie będę.

________________________________
Przepraszam bo obiecałam ten rozdział wcześniej, ale sama nie spodziewałam się, że te ferie będę tak aktywne :)
Mam nadzieję, że spodoba Wam się kolejny rozdział. Napiszcie w komentarzu co o nim sądzicie.
W następnym rozdziale postaram się oderwać od tego całego smutki i wprowadzić trochę innej akcji :)

Jeśli chcesz być informowana o nowych rozdziałach zostaw w komentarzu adres tt, numer gg, adres e-mail lub inny kontakt :) 

Jakbyście polecili blog koleżanką, znajomym byłabym wdzięczna. Ciężko jest przyciągnąć czytelników, więc liczę na waszą pomoc <3

4 komentarze:

  1. Ciekawe czy sie potnie? Czekam na nn!!! Super

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś czuje , że Troy to moja nowa ulubiona postać . CZEKAM ! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś czuje, że Troy to moja nowa ulubiona postać . <3 CZEKAM !

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział :) Już nie mogę się doczekać kiedy wstawisz następny!

    +
    Zapraszam do mnie: sadstoryabout1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :**