NOWY ROZDZIAŁ pojawi się w sobotę 13.04.2013

środa, 23 stycznia 2013

Rozdział 8


Usłyszałam kroki na korytarzu a po chwili pukanie do drzwi łazienki.
-Savannah jesteś tam? Otwórz mi.- Powiedział i nerwowo nacisnął klamkę drzwi. Podniosłam się i odłożyłam żyletkę na umywalkę. Sięgnęłam ręką w stronę klucza i przekręciłam go. Gdy tylko to zrobiłam chłopak od razu wszedł do łazienki i przytulił mnie do siebie.
-Nie zrobiłaś tego?- Wiedziałam, że patrzy teraz na żyletkę leżącą na umywalce. Pokręciłam przecząco głową.
-Ale chce.- powiedziałam cicho. Miałam ochotę odepchnąć go od siebie i zatopić ostrze żyletki w swojej ręce. Troy wycofał się szybko razem ze mną z łazienki i poprowadził mnie do mojego pokoju. Usiedliśmy na łóżku.
-Proszę, ostatni raz.-powiedziałam patrząc na niego błagalnym wzrokiem.
-Nie.- powiedział stanowczo i zamknął drzwi mojego pokoju. Położyłam się na łóżku. Po chwili poczułam, że Troy kładzie się obok mnie. Przytuliłam się do niego i zasnęłam. Obudziłam się dopiero rano. Jego już nie było. Sięgnęłam po telefon. Była 7:30. Kurde! Zaspałam! Miałam pół godziny na uszykowanie się i dojście do szkoły. Do szkoły szłam w 10 minut, więc zostało mi 20. Wstałam szybko i wyjęłam z szafy rurki i bluzkę z długim rękawkiem. Poszłam do łazienki i ubrałam na siebie rzeczy. Związałam włosy w kucyk. Umyłam zęby i jak najszybciej potrafiłam wróciłam do pokoju. Wrzuciłam książki do torby i chwyciłam telefon sprawdzając godzinę. 7:47. Jest nadzieja, że zdążę. Założyłam tenisówki na nogi wyszłam z domu trzaskając w pośpiechu za sobą drzwiami. Po 10 minutach byłam w szkole. Nie wiedziałam, która godzina, ale na korytarzach już nikogo nie było. Pierwszą miałam biologię. Pani Baker nie będzie zadowolona. Nienawidziła jak ktoś spóźniał się na jej zajęcia. Szłam szybko korytarzem. Już miałam skręcić korytarzem w prawo ale usłyszałam jakieś głosy więc się zatrzymałam.
-Jesteś mięczakiem.- usłyszałam dziewczęcy głos. Chwila.. znałam ten głos. To była Stella. Własnym uszom nie wierzę. Oparłam się jak najciszej potrafiłam o szafki pod ścianą i przysłuchiwałam się.
-Nie jestem mięczakiem.- Chłopak wysyczał przez zęby. Nie byle jaki chłopak. Matt. Byłam świadkiem kłótni Stelli z Mattem. Coraz bardziej zaczęłam się interesować.
-Nie? To ja użalam się nad tą idiotką?- Zapytała złośliwie. Dam sobie rękę uciąć, że mowa była o mnie.
-Czuję się winny.- Ściszył głos.- Przeze mnie prawie zginęła. Chciałem ją nastraszyć, nie miała wylądować w szpitalu. Koleś przesadził.
-Dlatego postanowiłeś dać jej drugą szansę.- Z każdym słowem stawała się coraz bardziej złośliwa.
-Tak. Przynajmniej tak mogłem jej to wynagrodzić. Czułem się winny, ale potem była szczęśliwa. Przeszły by mi te wyrzuty sumienia i zerwałbym z nią, ale musiało Ci się zachcieć całować akurat wtedy.
Nie wierzę. To wszystko to była wina Matta?
-Trzeba było obmyślić lepszą zemstę.- Stella zadrwiła. Nie poznawałam jej. Ona taka nie jest. Jest miła i zawsze uśmiechnięta i pozytywna. To nie jest ona. Matt zaśmiał się chciwie.
-Przestań, Ty też miałaś w tym interes.- Ona? Jaki interes mogła w tym mieć? Nic nie rozumiem.
-Fakt. Teraz jestem zadowolona. Zasłużyła na wszystko co ją spotkało.
Nie. Nie mogłam dłużej tego słuchać. Nie chciałam. Wycofałam się kilka kroków do tyłu. Uważałam na każdy ruch, żeby się nie zdradzić. Po chwili odwróciłam się i pobiegłam korytarzem. Zatrzymałam się przed salą pod którą miałam mieć następną lekcję. Usiadłam pod ścianą i spojrzałam na zegarek. Do końca lekcji zostało 20 minut. Nie opłaca się iść na biologię. Zresztą po tym co słyszałam nie chciałam iść na żadną lekcję. Chciałam iść do domu. Ale przed tym chciałam przywalić Stelli i Matt'owi. Dowiem się za co ona mnie tak nienawidzi. Ale Matt. Chciał się zemścić za Troya. On jest jakiś psychiczny. Dowiem się kim był koleś z parku. Może policja zrobiła jakieś postępy w śledztwie? O niczym mnie nie informowali ani się ze mną nie kontaktowali odkąd wyszłam ze szpitala. Wydawało mi się to dziwne. Pójdę na policję zaraz po szkole. Spojrzałam na zegarek i w tym samym momencie zadzwonił dzwonek. Podniosłam się z podłogi i poszłam w stronę szafki. Na korytarz zaczęło wychodzić coraz więcej ludzi, po chwili panował totalny chaos. Otworzyłam swoją szafkę i przejrzałam się w małym lusterku. Zamknęłam szafkę i odwróciłam się na pięcie. Przeżyłam szok. Pierwsze co zauważyłam u chłopaka stojącego niebezpiecznie blisko mnie to oczy. Duże i ciemne. Tęczówki o tak ciemnej barwie, że niemal zlewały się ze źrenicą. Odsunęłam się krok do tyłu. Aaron uśmiechnął się. Niby zwyczajnie ale i tak poczułam jak włoski na karku mi stają. Chciałam cofnąć się jeszcze dalej ale uderzyłam plecami o szafkę. Dlaczego nie rozpoznałam go w szpitalu? Przecież widziałam dokładnie jego twarz w parku. Jak to możliwe? Nie możliwe żebym go nie rozpoznała w szpitalu! To on! On napadł mnie w parku a potem rzekomo mnie uratował. Czułam, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi.
-Jak się czujesz?- zapytał jak gdyby nigdy nic. Rozejrzałam się nerwowo dookoła. Nikt nie zwracał na nas uwagi. Zresztą po co ktoś miałby to robić? Byliśmy w szkole, każdy zajmuje się sobą. Zrobiłam mały krok w lewo oddalając się trochę od niego.
-W porządku.- uśmiechnęłam się słabo. Nie mogłam oderwać wzroku od jego oczu. Było w nich coś magicznego i przerażającego jednocześnie. Chłopak chyba wyczuł, że coś jest nie tak bo zaczął mi się badawczo przyglądać. Wystraszyło mnie to jeszcze bardziej, w końcu wiedziała do czego jest zdolny. Na szczęście zauważyłam kątem oka przechodzącego obok Troya.
-Muszę iść.- rzuciłam szybko i ruszyłam w stronę chłopaka.- Troy.- krzyknęłam do niego. Chłopak zatrzymał się i rozejrzał szukając osoby, która go woła. Jak tylko mnie zauważył posłał mi jeden z swoich słodkich uśmiechów. Od razu odwzajemniłam jego uśmiech i podeszłam bliżej.
-Dlaczego nie było Cię na biologii? Martwiłem się.- spojrzał na mnie zatroskanym wzrokiem.
-Zaspałam.- Posłałam mu uspakajający uśmiech.
-Ale.. Ty.. nie ten.. no wiesz?- spojrzał na mnie badawczo.
-Nie.- odpowiedziałam od razu. Chłopak westchnął z ulgą. To słodkie, że tak się o mnie martwi i się mną opiekuje. Uśmiechnęłam się do siebie.
-Co?- zapytał szturchając mnie lekko łokciem widząc jak się uśmiecham.
-Nic.- pokazałam mu język i także go szturchnęłam. Zadzwonił dzwonek na lekcje, więc poszliśmy pod salę.
Na żadnej z lekcji nie mogłam się skupić. Myślałam o tym jak pójdę na policję. O co ich zapytam? I co oni mi odpowiedzą? Potem zastanawiałam się nad wszystkim i nad nienawiścią Stelli do mnie. Rozważałam każdą, nawet najdrobniejszą sprzeczkę ale nic mi nie przyszło do głowy. Chyba nie nienawidzi mnie tak za to, że kiedyś oblałam sokiem porzeczkowym jej ulubioną bluzkę? Dowiem się tego choćby nie wiem co.
Aaron. Był dla mnie jedną wielką zagadką. Nie wiem jak to się stało, ale w szpitalu byłam tak rozkojarzona, że nawet nie zauważyłam chłopaka, który mnie napadł siedzącego obok. Ta cała psycholog. Ona też na pewno ma coś z tym wspólnego. Tak mi się wydaje. Wiedziałam jedno. Nie chciałam spotkać Aarona już nigdy więcej w swoim życiu.
Kolejna sprawa, która nie dawała mi też spokoju. To całe cięcie się. Nie chciałam więcej tego robić. Zachowałam się jak idiotka. Po co mi to było? Troy pewnie teraz myśli, że jestem niezrównoważona psychicznie. Tak czy siak nie mam pojęcia o czym były dzisiejsze lekcje. Będę potem musiała zagadać Troy'a, żeby dał mi zadania domowe. Ostatnia lekcja. Matma. Nie rozumiem kompletnie nic, jak zawsze. Pięć minut do dzwonka. Nie mogłam się doczekać. Miałam nadzieję, że policja coś mi powie. Sama już wszystko wiedziałam, ale jak się myliłam? Nie, nie było takiej opcji, ale ciekawi mnie ile odkryli. Może wiedzą coś czego ja nie? Moje rozmyślenia przerwał dzwonek. Spakowałam podręcznik do torby i wyszłam jako pierwsza z sali. Szłam korytarzem aż do wyjścia. Jak tylko wyszłam przez drzwi poczułam rękę na swoim ramieniu. Gwałtownie się odwróciłam. Troy uśmiechnął się do mnie.
- Masz dzisiaj czas?- zapytał. Widziałam tą iskierkę nadziei w jego błękitnych oczach. Ale musiałam mu odmówić.
-Ehm.. wiesz co. Dzisiaj nie bardzo mogę.- powiedziałam niepewnie. Jego wesoły uśmiech przygasł, ale po chwili znowu się uśmiechnął.
-Jasne, nie ma sprawy. To do jutra.- uśmiechnął się i już miał odejść ale zatrzymał się jeszcze na chwilę.- Jakby co dzwoń.- posłał mi porozumiewawcze spojrzenie. Przytaknęłam i odeszłam. Sekretariat policji był kilka przecznic dalej. Po 20 minutach byłam na miejscu. Weszłam do środka i rozejrzałam się. Na szczęście jedne z policjantów rozpoznał mnie i podszedł do mnie.
-Mogę w czymś pomóc?- Zapytał uśmiechając się do mnie. Wyglądał sympatycznie. Miał około 30 lat. Był wysokim szatynem o ciemnych oczach. Odwzajemniłam jego uśmiech.
-Chciałam się dowiedzieć czy są jakieś postępy w śledztwie.- Policjant wyglądał na trochę zaskoczonego. Zmieszałam się trochę.
-Jakim śledztwie?- Zapytał jakby nagle widział mnie po raz pierwszy.
-Tego całego zajścia w parku. Wiecie coś?- wyjaśniłam i patrzyłam na mężczyznę wyczekując odpowiedzi. Wyglądało na to, że zaczyna rozumieć o co chodzi.
-Ah, to. Nie powiadomiono Cię? Umorzono śledztwo. Śledczy stwierdzili, że to był przypadek i nie jesteśmy w stanie odnaleźć tego chłopaka.
-Co?- Jak to umorzono? Czy on są niepoważni? Policjant uśmiechnął się smutno.
-Przykro mi, ale to nie ode mnie zależy. Wybacz ale śpieszę się na dyżur. Uważaj na siebie.- pożegnał mnie i odszedł. Nic tu po mnie. Wyszła z budynku i pokierowałam się w stronę parku. Co prawda była to okrężna droga do mojego domu, ale lubiłam tam siedzieć. Było tam tak spokojnie i tak łatwo się myślało. Było to zupełne przeciwieństwo tego jak czułam się w parku obok klubu. Jeśli tą aleję z drzewami na boku można nazwać parkiem.
Nie mogę uwierzyć! Wystarczyłoby, żebym powiedziała o wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Przecież wiem kto mnie napadł. Mam stu procentową pewność. Ale jakiś wewnętrzny głos kazał mi siedzieć cicho. Posłuchałam go. Czy słusznie? Nie wiem. Okaże się potem. Usiadłam po turecku na jednej z ławek i oparłam się. Zauważyłam, że do parku wchodzi jakaś grupka chłopaków. Gdy zbliżyli się trochę mogłam dostrzec w śród niech Troya, Ryana, Ferba i kilku innych chłopaków. Na początku się ucieszyłam ale zaraz potem przypomniałam sobie, że powiedziałam Troy'owi, że nie mam czasu. Siedzenie bezczynnie samemu w parku nie zaliczy się chyba do zajęć intensywnie pochłaniających czas. Zmieszałam się trochę. Troy na mnie spojrzał a jego mina wyrażała to czego się obawiałam. Chłopcy podeszli do mnie.
-Siema, co tam?- Odezwał się Ferb. Spojrzałam nerwowo na Troya, ale odwrócił ode mnie wzrok. Kurde! Wszystko psuję. Ma prawo być zły i taki właśnie był.
-Eh.. Byłam na policji, ale okazało się, że umorzyli śledztwo. Chciałam się czegoś dowiedzieć, ale mnie spławili.- powiedziałam mając nadzieję, że Troy potraktuje to jako moje usprawiedliwienie. Spojrzałam na niego kątem oka, ale nadal na mnie nie patrzył.- A Wy gdzie idziecie?- Zapytałam szybko, bo wiedziałam, że gdybym się nie odezwała chłopcy zauważyli by napięcie jakie panuje pomiędzy mną a Troy'em.
-Idziemy do mnie. Idziesz z nami?- Zapytał Ferb cały czas się do mnie uśmiechając.
-Eh.. nie. Pójdę do domu trochę się pouczyć.- Posłałam mu uśmiech na pożegnanie. Wyminęłam go i przeszłam obok Troy'a spoglądając mu w oczy. Jego wzrok jednak nie pomógł mi dużo. Poszłam do domu i od razu wzięłam się za lekcję. Zjadłam coś i poszłam się wykąpać. Położyłam się i od razu zasnęłam.
Rano na szczęście obudziłam się na czas. Założyłam fioletową bluzkę z krótkim rękawkiem z jakimś nadrukiem i jasne rurki. Narzuciłam na siebie biała bluzę z kapturem. O w pół byłam już gotowa. Założyłam tenisówki i wyszłam z domu. Weszłam do szkoły i poszłam do swojej szafki. Wciągnęłam potrzebne rzeczy i schowałam te zbędne. Gdy byłam już prawie pod salą zauważyłam, że jeszcze nikogo nie ma oprócz Troy'a. Usiadłam obok niego pod ścianą i spojrzałam na niego. Kiedy chłopak w końcu odwrócił głowę w moją stronę odezwałam się.
-Jesteś zły?- Zapytałam. Uśmiechnął się i pokręcił głową.
-Dowiedziałaś się czegoś?- Zapytał. Od razu przypomniałam sobie wczorajszy poranek.
-Spotkamy się dzisiaj po szkole? Chciałabym z Tobą o czymś porozmawiać.- Zapytałam ignorując jego pytanie. Spojrzałam na chłopaka.
-Jasne.- Jego od razu się rozpromieniła. Ulżyło mi. Uśmiechnęłam się do niego. Po chwili pod klasą zaczęło zbierać się coraz więcej ludzi, aż w końcu zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcję.



_________________________________ 
Jest. Na początku niecierpliwiliście się kim był chłopak, który napadł Savanneh i w końcu wiecie :D Teraz kolejną zagadką jest nienawiść Stelli do Sav, Jak myślicie? 

Jeśli chcesz być informowana o nowych rozdziałach zostaw w komentarzu adres tt, numer gg, adres e-mail lub inny kontakt :) 


4 komentarze:

  1. O kurde! Genialny rozdział! W końcu wiadomo kto to był... Eh...Już nie mogę się doczekać następnego świetnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :**